Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Madzia, Pani Madzia, czy ciocia Madzia?

Powyższe pytanie nurtuje mnie już od dłuższego czasu. Na studiach uczono mnie, że najłatwiej pracuje się, kiedy dziecko zwraca się do nas po imieniu:  Kto do Ciebie przyjechał?  Magda.  Z kim będziesz się uczyć?  Z Magdą. Przez cały okres moich studiów przewijały się rozmaite dzieci. Początkowo próbowałam z nimi właśnie tak pracować. To było mi wpajane na studiach i to wydawało mi się wtedy najlepsze. Zaobserwowałam jednak, że dzieci (przynajmniej te, z którymi ja miałam styczność) znacznie częściej i chętniej mówią do mnie "Pani Madzia" lub "ciocia Madzia". Nie ukrywam, że najbardziej lubię być właśnie ciocią :-) To określenie samo w sobie jest takie ciepłe i przyjemne. Przyjeżdża ciocia, nie pani. Fajniej uczyć się z ciocią, niż z panią. Pani jest w przedszkolu, później w szkole. Pani zawsze jest kimś ponad. A ciocia to ktoś, kto jest starszy, ale kiedy bawi się z dzieckiem, "zniża się do jego poziomu" - oczywiście w sensie pozytywnym. Chodz

"Mam sześć lat i chodzę do pierwszej klasy!"

Od września rozpoczęłam pracę w szkolnej świetlicy. Pod opieką mam jedną klasę pierwszą, do której uczęszczają tylko sześciolatki. Zajmuję się tylko i wyłącznie tą jedną klasą i codziennie jesteśmy w osobnej sali (bez dzieci z innych klas). Taki układ pozwala mi przede wszystkim na lepsze poznanie osobowości moich podopiecznych. Od początku bardzo się polubiliśmy. Ustaliliśmy zasady, które obowiązują podczas naszych "po lekcyjnych spotkań". Moi podopieczni są bardzo inteligentni. Nie mniej cały czas większość z nich pozostaje na poziomie przedszkola. Ciężko im zrozumieć zasady panujące w szkole. Wiedzą, dlaczego np. nie wolno biegać po korytarzu, ale nie są w stanie się do tego dostosować. Ciągła chęć zabawy (niekiedy nawet dziecięcy sposób wysławiania się) świadczy o pewnej niedojrzałości emocjonalnej tych dzieci. U kilku osób zaobserwowałam nieprawidłowy chwyt pióra, a także problem z uporządkowaniem miejsca pracy. Zdarza się, że niektóre dzieci "błąkają się"

Zawieszenie terapii na czas wakacji - tak, czy nie?

Wakacje najczęściej kojarzą nam się z rozmaitymi wyjazdami, z plażą, słońcem, górami, jeziorem... Jedno słowo, które idealnie opisuje dziecięce wakacje, to po prostu wolne . Od szkoły, nauki i książek. A jak to powinno być z terapią? Nie od dziś wiadomo, że każdy człowiek, zarówno ten duży, jak i mały potrzebuje odpoczynku. Starsi niecierpliwie oczekują upragnionego urlopu, młodsi lipca i sierpnia, czyli dwóch pełnych miesięcy laby. Niektórzy rodzice, z którymi miałam do czynienia chętnie "zawieszali" terapię dziecka na czas wakacji. Ciężko generalizować, bo każdy maluch jest inny i ma inne potrzeby. Są dzieci, u których po prostu stymulujemy rozwój i wiele z tych ćwiczeń rodzic może przeprowadzić sam w domu po wcześniejszym podglądnieciu, jak ćwiczymy na zajęciach. Jeżeli jednak dziecko boryka się ze sporymi problemami np. natury poznawczej lub ma poważną wadę wymowy, a we wrześniu np. wybiera się już do szkoły, uważam, że nie należy zawieszać terapii na czas wakacji

Wolontariaty logopedyczne

Podejrzewam, że każdy logopeda zaczynał swoją praktykę zawodową od wolontariatu. U mnie było podobnie. Zostałam "wydelegowana" do konkretnych dzieci, które potrzebowały pomocy logopedy. Zajęcia odbywały się oczywiście bezpłatnie. W dużej mierze wykorzystywałam w praktyce wiedzę zdobytą podczas studiów, ale także poszukiwałam nowych, ciekawych rozwiązań i sposobów pomocy dzieciom dotkniętym rozmaitymi zaburzeniami. Zajęcia inspirowały mnie do tworzenia. Sama nieustannie się rozwijałam. Ogromna była moja radość, kiedy w pewnym momencie następowała poprawa. Poza głównym celem naszych spotkań, starałam się poznać moich podopiecznych. Prowadząc zajęcia w domu, mogłam zobaczyć ich w codziennych sytuacjach. Mogłam zobaczyć, jakie mają zabawki, książki. Tego nie sposób doświadczyć podczas zajęć w gabinecie. Wolontariaty rozpoczęłam na trzecim roku studiów, zakończyłam je pod koniec studiów magisterskich.  Nie żałuję ani jednej chwili poświęconej tym maluchom. Gdyby nie t

Gesty artykulacyjne

Zarówno ćwiczenie poprawnej artykulacji, jak i nauka mówienia od podstaw nie należą do łatwych zadań. Potrzeba wielu powtórzeń i systematyczności, aby wypracować konkretne umiejętności. Bardzo pomocne okazują się jednak gesty, które przypominają o miejscu i sposobie artykulacji głoski. Obserwując najmłodszych użytkowników języka zauważam, że gesty artykulacyjne bardzo im pomagają. Bardzo często spotykam się z sytuacją, kiedy nie pamiętają jeszcze jak to powiedzieć, ale pamiętają już, że np. przy samogłosce [Y] podnosimy rączki do góry (jak dzieci na obrazkach) i próbujemy sięgnąć po jabłko wiszące na drzewie. Podobnie jest z nazywaniem sylab, np. zwarto-wybuchowa spółgłoska [P] - przykładam palec do ust i uświadamiam malucha, że w jego buzi musi nastąpić wybuch, mówimy np. PA, PO, PU. Wielokrotnie obserwuję, że maluchy samodzielnie wykonują na sobie te gesty. Od gestu do słowa jest naprawdę niedługa droga. Systematyczne ćwiczenia z logopedą oraz utrwalanie materiału w domu sprawi

Kolorowanki XXL - frajda, czy nuda?

Już na samym początku zaznaczę, że jeszcze nie przetestowałam mega kolorowanki z moimi podopiecznymi. Z początku bardzo spodobał mi się ten produkt. Pomyślałam, że na pewno robi wrażenie i sprawi dziecku ogromną frajdę. Cały czas mam takie przekonanie. Sama lubiłam i dalej lubię kolorować. Jednak po dłuższej refleksji nad tematem doszłam do wniosku, że przecież mały człowiek nieustannie potrzebuje czegoś nowego. Lubi, kiedy coś się zmienia (mówimy tutaj o dzieciach zdrowych), interesuje go wiele rzeczy. W tym momencie zadałam sobie pytanie: Czy dzieci są w stanie pokolorować od początku do końca taką wielką powierzchnię? Czy nie będzie tak, że po jakimś czasie ta czynność po prostu się znudzi i będą szukały innego zajęcia? Nie wiem, bo nie "testowałam" mega kolorowanki. Jednak w moim (teoretycznym) przekonaniu niewiele dzieci wytrwa do końca i zamaluje każdą powierzchnię. Być może uda się to niektórym starszakom. Osobiście, aby ćwiczenia z tym materiałem mi

SAMOGŁOSKI

Praca na materiale samogłoskowym postępuję podobnie, jak praca z sylabkami. Na prośbę jednej z osób postanowiłam opisać swój sposób na samogłoski. Przede wszystkim opieram się na założeniach symultaniczno - sekwencyjnej nauki czytania Jagody Cieszyńskiej. Ćwiczenia modyfikuję wedle potrzeb i upodobań konkretnego dziecka. Warto wykorzystywać rzeczy, które są dla dzieci atrakcyjne. Wtedy po prostu chętniej, efektywniej i szybciej się uczą. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że nauka przez zabawę, to rzecz wspaniała. Bawi i uczy nie tylko dziecko, ale także terapeutę, czy rodzica. Dla dzieci z zaburzeniami komunikacji językowej proponuję raczej schematyczny materiał widoczny na zdjęciach, natomiast maluchy, które nie mają takich problemów można śmiało zainteresować obrazkami, które przedstawiają na przykład ulubioną postać z bajki wypowiadającą konkretną samogłoskę. Pracując, koniecznie musimy przebrnąć przez 3 etapy: powtarzanie - rozumienie - nazywanie. Na początku prezentuję dz

"Przegrałem... Nie! To nie fair!"

Bardzo często wprowadzam do terapii ćwiczenia oparte na rozmaitych grach planszowych. Zazwyczaj zdarza się to podczas ćwiczeń na sylabach lub wtedy, kiedy utrwalamy konkretne głoski przysparzające dziecku artykulacyjnych problemów. Moi podopieczni bardzo lubią te ćwiczenia. Motywuje mnie to również do tworzenia moich własnych gier na potrzeby konkretnych zajęć.  Wszystko idzie znakomicie, ale tylko do pewnego momentu... Problem pojawia się w sytuacji, kiedy gra się kończy. Każda ma to do siebie, że wygrywa ją jedna osoba. Jeśli wygrywa dziecko - super. Ale jeśli wygra ciocia... To już nie jest tak kolorowo. Osobiście uważam, iż każdy maluch w domu oraz podczas zajęć logopedycznych i innych powinien uczyć się, że nie zawsze on będzie wygrywał. Jest to przede wszystkim cenna nauka na całe jego przyszłe życie, z którym bardzo szybko przyjdzie mu się zmierzyć. Nie mniej chciałabym podkreślić, że nie może to być zmiana rewolucyjna. Każde działanie powinno być zamierzone i dobrze

Lepsze wydrukowane, czy narysowane?

Zaczynając swoją przygodę z logopedią kupowałam lub drukowałam i laminowałam masę pomocy. Bo przecież musiałam mieć jakieś materiały, aby zajęcia były ciekawe i niebanalne. Oczywiście wszystkie zgromadzone rzeczy regularnie wykorzystuję w terapii. Wiele z nich na wiele sposobów (nie tylko tak, jak radzi autor danej gry czy książeczki). Na każdym kroku przekonuję się, że wcale nie muszę jeździć do dzieciaków z wielkimi torbami pełnymi pomocy. Równie ciekawe zajęcia można przeprowadzić mając trzy, czy cztery rzeczy, które po prostu wykorzystuję na wszelkie możliwe sposoby. Od jakiegoś czasu coraz częściej i chętniej rysuję w zeszytach "moich" dzieci. Początkowo wydawało mi się, że wszystko powinno być bardzo dokładne, staranne, a w zeszycie nie ma prawa znaleźć się żaden kleks, czy cokolwiek innego. Teraz uważam, że dokładna to powinna być mowa , a inne rzeczy wcale nie muszą być takie, jak kiedyś mi się wydawało. Rysując w zeszytach moich podopiecznych sama doskonale się

Czerwone światło - można przejść...?

Tym razem tematyka nie będzie ani trochę logopedyczna za co już teraz z góry przepraszam. Post będzie natomiast poruszał aspekt wychowawczy. Długo biłam się z myślami, czy zamieścić tutaj ten wątek. W końcu uznałam, że zrobię to! :)) Całego świata nie zmienię, ale być może pojedyncze osoby zastanowią się nad problemem. Otóż... Od jakiegoś czasu co rusz na tym samym przejściu dla pieszych spotykam się z sytuacją, że ludzie (również Ci z dziećmi) przechodzą na czerwonym świetle. W tym przypadku wysiadają z tramwaju i zamiast poczekać cierpliwe tę minutkę, czy dwie, aby bezpiecznie przejść przez torowisko i za chwilę przez kolejne przejście dla pieszych, idą bez względu na wszystko. Fakt, w większości przypadków nie jedzie ani tramwaj, ani samochód i teoretycznie można by przejść. Ale po co w takim razie ktoś wymyślił sygnalizację świetlną? Poza tym, jaki przykład daje mama, czy tata, którzy totalnie lekceważą czerwone światło? Z pewnością nie jest to dobry wzorzec... Osobiście z

Samodzielna praca dziecka

Być może problem, który za chwilę poruszę dla wielu osób jest sprawą oczywistą. Do podjęcia tematu skłoniły mnie moje własne obserwacje. Nie chodzi tylko o rodziców, ale także o terapeutów. Oczywiście nie generalizuję, bo miałam (i w dalszym ciągu) mam okazję pracować z rodzicami i mam kontakt z terapeutami, których ten problem nie dotyczy. Mianowicie , chodzi o sposób pracy z dzieckiem. Wielu moich pacjentów z początku "sprawdzało" mnie, kiedy i czy w ogóle podpowiem, jak wykonać dane zadanie. Otóż pilnowałam się, aby nie podpowiadać, ale dać maluchowi czas na zastanowienie się. Oczywiście ciężko czekać godzinę na rozwiązanie, bo jeśli rzeczywiście nie wie, to choćby nie wiem co się działo, nie wymyśli, jak wykonać dane zadanie. Ważne jest, aby uważnie obserwować zachowanie dziecka. Osobiście podpowiadam, jeśli widzę, że jest to naprawdę konieczne, ale nie podaję na tacy gotowego rozwiązania . Naprowadzam, podaję skojarzenia, ubieram wszystko w inne słowa. To bardzo wa

Drewniane zabawki = nudne zabawki?

Rynek zabawkarski proponuje rozmaite cudeńka. Nie brakuje coraz to nowszych i lepszych rzeczy, a reklamy (szczególnie te przedświąteczne) zapewniają, że taka a nie inna zabawka jest absolutnym marzeniem każdego dziecka. Przy tak ogromnym wyborze, trudno się dziwić, że rodzice mają problemy z odpowiednim wyborem prezentu. Wszyscy chcą dla swoich dzieci jak najlepiej, ale nie każdy rodzic wybiera to, co dla jego pociechy rzeczywiście takie jest. Cieszy mnie jednak fakt, że coraz więcej rodziców kupuje zabawki, które nie tylko zapewnią najmłodszym przednią zabawę, ale również będą miały walory edukacyjne. Chociaż warto zwrócić uwagę, że nie wszystkie zabawki nazywane przez producenta "edukacyjnymi" rzeczywiście takimi są. Ale to temat na osobną notkę. Innym razem :) Dzisiaj chciałabym napisać co nieco o genialnych w swojej prostocie zabawkach drewnianych . Przede wszystkim są one ponadczasowe , ekologiczne i zostały bardzo solidnie wykonane . Można je wykorzysta

"Terapia" w grupie przedszkolnej?

Cudzysłów w temacie posta jest oczywiście celowy. Zajęcia logopedyczne, które prowadzę w jednym z krakowskich przedszkoli są z jednej strony terapią, bo przecież wiele dzieciaków doskonali i nieustannie rozwija wszystkie funkcje poznawcze. Z drugiej strony nie sposób skupić się na konkretnym dziecku, kiedy wpatruje się we mnie kilkanaście par oczu. Inna sprawa dotyczy zdyscyplinowania przedszkolaków. "Moje" dzieci są bardzo ruchliwymi osóbkami i nie zadowolą się byle czym. Staram się prowadzić zajęcia tak, aby cały czas coś się działo, wprowadzam elementy logorytmiki, a wszystko oczywiście jest oparte na zabawie. Osobiście traktuję zajęcia grupowe jako profilaktyczne , a każde spotkanie dzielę na kilka części. Dwie (niezmienne) to ćwiczenia oddechowe oraz ćwiczenia usprawniające narządy mowy . Równie ważne są dla mnie rozmaite ćwiczenia percepcji słuchowej i wzrokowej . Maluchy bardzo lubią ćwiczenia pamięci . Wiele radości sprawia im też układanie sekwencji i szere